O projekcie  |   Forum  |   Czat  |   Kontakt  |   Newsletter   

  Alkowa

  Biblioteczka twoich       uprawnień

  Pokój zwierzeń

  Portrety

  Pracownia

  Prawo od kuchni

  Salon piękności

  Spiżarnia

  Tablica Ogłoszeń


  Grundtvig


  Album Rodzinny

  Dom Otwarty w       mediach











Patron medialny

Artykuły

 

Taniec na żyletce

W pierwszych minutach kiedy jestem na scenie mój wózek inwalidzki traktowany jest jak teatralny rekwizyt. Widzowie czekają, kiedy z niego wstanę. Potem być może, są zawiedzeni. Nie mogę mieć o to do nich pretensji. Oni muszą mieć parę chwil na oswojenie się z moją niepełnosprawnością. Dla mnie wózek jest ważny, jak dla nich okulary lub but z wkładką ortopedyczną. Ja go zaakceptowałam, powinna zaakceptować także publiczność. Dla niej najważniejsze musi stać się to jak śpiewam, a nie czy siedzę czy stoję na scenie.


Kiedy zaczynałam swoją przygodę ze śpiewaniem, byłam pewnego rodzaju zjawiskiem na imprezach muzycznych. Wszyscy na mój widok z reguły otwierali szeroko oczy i zapadali w kłopotliwe milczenie nie wiedząc "co z tym fantem zrobić". Na przykład od jurorów, w eliminacjach do Olsztyńskich Spotkań Zamkowych "Śpiewajmy Poezję" miałam przyjemność usłyszeć, że zaśpiewałam piosenkę rozrywkową, a nie poetycką, dlatego nie nagrodzono mojego występu. Nieoficjalnie natomiast skomentowano, że nie mam efektownego wejścia. Chodziło oczywiście o moją chorobę. Na innych przeglądach piosenek słyszałam, że poruszam się w sposób widocznie ułomny. Za każdym kolejnym razem miałam wrażenie, jakbym była karana, że ośmielam się wyjść na scenę i śpiewać. Trochę bolało, nie dawało spać, ale kiedy uświadomiłam sobie, że oceniającym nie chodzi o poziom mojego śpiewania, skończyłam z konkursami piosenek.


Niepełnosprawnych najczęściej i najchętniej pokazuje się jako osoby potrzebujące wsparcia i pomocy, funkcjonujące na marginesie życia, albo wręcz przeciwnie - jak niezwykłych bohaterów, co jest również obrazem nieprawdziwym i przerysowaniem rzeczywistości. Takie postrzeganie osób z niepełnosprawnością przekłada się na wszystkie dziedziny życia. Również w artystycznym świecie ciągle nie ma miejsca na niepełnosprawność - zwłaszcza tę widoczną gołym okiem. Nadal, według wiodących mediów telewizyjnych, organizatorów imprez i największych festiwali muzycznych, osoby niepełnosprawne są niemedialne i jakby z góry ustalono, że niepełnosprawny nie spodoba się publiczności. Jakby osoba np. poruszająca się na wózku inwalidzkim nie mogła być artystą.


Sytuacja artystów z niepełnosprawnością paradoksalnie pogorszyła się wraz z pojawieniem się tzw. "festiwali specjalnych". Festiwale te już z samej nazwy i z założenia zamiast integracji artystów ze sobą, segregują ich. Być może są osoby, dla których takie imprezy są dobrym miejscem do zaprezentowania swoich umiejętności. Jednak formuła owych festiwali pokazuje, że poziom artystyczny uczestników nie stanowi w nich najważniejszej wartości, co jest właściwe dla innych festiwali muzycznych. Ponadto, postawa wobec uczestników i sposób ich traktowania znacznie różni się od traktowania tzw. "standardowych" uczestników podobnych imprez. Całokształt natomiast na pewno nie pomaga, a wręcz przeszkadza artyście z niepełnosprawnością w rozwijaniu "normalnej" kariery muzycznej. Jest on bowiem identyfikowany z owymi, "specjalnymi" festiwalami i niejako z założenia "wkładany do tego samego worka". W ten sposób odbiera się takiemu artyście szansę poczucia się "normalnym". Kimś, kto jest po prostu artystą - muzykiem, malarzem czy piosenkarzem. Bo czy piosenkarka, która ma talent, poruszająca się na wózku inwalidzkim, a nie na własnych nogach, kiedy nagra piosenkę na płytę CD, to brzmi inaczej niż jej "standardowa" koleżanka po fachu?


Sztuka nie podlega podziałom. Tutaj najważniejszy jest talent i wartość artystyczna. Albo ktoś to ma, albo nie. A fakt czy jest chory czy zdrowy, sprawny czy niepełnosprawny, biedny czy bogaty - nie ma tu znaczenia. Dlatego podział na sztukę zdrowych i niepełnosprawnych jest sztuczny. Jeśli ktoś np. pięknie maluje czy dobrze śpiewa, to z pewnością zasługuje na to, aby dać mu szansę zaistnienia na tzw. rynku.


Osobiście znalazłam prosty sposób na poradzenie sobie z ograniczeniami, jakie spotykają mnie jako artystkę w tym przedziwnym świecie. Mianowicie, postanowiłam robić swoje, czyli opracować swoje piosenki na godzinny występ i skupić się wyłącznie na miejscach, w których jestem traktowana jak artystka, oceniana i nagradzana za swój talent i pasję, a nie za to w jaki sposób się poruszam. Po kilkunastu latach śpiewania mogę powiedzieć, że są takie miejsca. Mam też swoją stałą publiczność - grono życzliwych mi osób, dla których poza tym co i jak śpiewam, nic innego nie ma znaczenia. Myślę, że to jest najważniejsze dla każdego artysty.


Problemy zaczynają się wówczas, gdy czuję potrzebę nagrania kolejnego materiału. Wówczas nie jest łatwo uzyskać konkretne wsparcie u tych, którzy decydują o rozwoju rynku muzycznego. Zwłaszcza, gdy przy osobistym spotkaniu staje się jasne z kim mają do czynienia, często okazuje się, że zaistniały jakieś nieprzewidziane przeszkody do pokonania. Jednak nie ustaję w dążeniu do realizacji moich planów i marzeń, a każda kolejna nagrana płyta sprawia, że jestem bogatsza w doświadczenia i mam większą ochotę na dalszy artystyczny rozwój.

Mój "Taniec na żyletce" trwa.


Grażyna Łapińska


Copyright © 2008 by GVA


Projekt, w ramach którego powstaje portal Dom Otwarty: Przestrzeń Interakcji współfinansowany jest ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu - Fundusz Inicjatyw Obywatelskich