O projekcie  |   Forum  |   Czat  |   Kontakt  |   Newsletter   

  Alkowa

  Biblioteczka twoich       uprawnień

  Pokój zwierzeń

  Portrety

  Pracownia

  Prawo od kuchni

  Salon piękności

  Spiżarnia

  Tablica Ogłoszeń


  Grundtvig


  Album Rodzinny

  Dom Otwarty w       mediach











Patron medialny

Artykuły

 

Żeby chciało się chcieć...

Stare porzekadło ludowe mówi "chcieć to móc". Naiwnym jednak byłoby sądzić, że jest ono w stu procentach prawdziwe. Z biegiem czasu życie weryfikuje tę maksymę i okazuje się, że "chcieć" to nie zawsze znaczy "móc". W życiu bowiem często jesteśmy uwikłani w różne zależności i "powinności", które ograniczają nasze "chcenia". Niekiedy napotykamy bariery nie do przeskoczenia, które jasno określają nasze miejsce w świecie.


Czy jednak zdarzają się sytuacje, gdy żadne nasze "chcę" nie jest możliwe?


W szponach marazmu.


Kiedyś znałam pewną młodą dziewczynę. Choć przeżyła wiele trudnych chwil tracąc sprawność fizyczną jako małe dziecko, była radosna, otwarta, miała wiele marzeń i pragnień. Chciała je kiedyś urzeczywistnić. Tak mi się przynajmniej wydawało.


Przypadek sprawił, że spotkałam ją po wielu latach. Jakże była inna. Wyobcowana, przygaszona, zalękniona, pogrążona w marazmie. Trudno było mi uwierzyć, że to ta sama osoba. Zauważyłam, że moja przyjaciółka z dzieciństwa zupełnie zrezygnowała z siebie. Nie ma już żadnych marzeń, żadnych pragnień. Funkcjonuje w rzeczywistości, gdzie każdy nowy dzień jest podobny do poprzedniego. Młoda i - wydawałoby się - inteligentna kobieta całkowicie podporządkowała się tej monotonii. Nie wierzy w żadną odmianę swojego losu, a co gorsza sądzi, że nie ma prawa oczekiwać niczego więcej. Nawet już nie próbuje nic zmienić, a każdą potencjalną szansę na krok do przodu, niszczy w zarodku.


Co się z nią stało? Co sprawiło, że osoba otwarta i pełna życia, zaczęła być jedynie jego obserwatorką, zamiast uczestniczką?


Jak tryb w wielkiej machinie.


Człowiek nie żyje sam dla siebie. W społeczeństwie normą jest, że mieszkamy wspólnie z innymi członkami rodziny. Pełnimy różne role społeczne, w związku z tym podlegamy też pewnym zależnościom i mamy określone zobowiązania. Jako część większej całości, musimy zatem w naszych działaniach brać pod uwagę potrzeby i oczekiwania innych. Czy jednak ten fakt powoduje, że zmuszeni jesteśmy całkowicie rezygnować z siebie, własnych marzeń i pragnień?


Człowiek jest istotą skomplikowaną, potrzebuje czegoś więcej niż jedzenia, spania i dachu nad głową. Owszem, są to rzeczy bardzo ważne - niezbędne do właściwego funkcjonowania. Jednak w momencie, gdy jesteśmy już syci i względnie bezpieczni, zaczynają się w nas budzić inne pragnienia. To całkiem naturalne, że chcemy się rozwijać, coś osiągnąć, czuć się kochani i potrzebni. Mamy prawo do takich potrzeb i mamy też prawo je zaspokajać - na miarę naszych możliwości. Tylko wtedy możemy czuć się spełnieni i szczęśliwi - czyż nie o to nam w gruncie rzeczy chodzi?


Czasem jednak zdarza się, że nasze próby stanowienia o sobie i swoim życiu, są w pewien sposób blokowane przez innych. Bywa, że ci, z którymi żyjemy wymagają bezgranicznego oddania, a każde dążenie do niezależności w działaniu odczytują jako fanaberię lub egoistyczny kaprys. W takiej sytuacji po pewnym czasie człowiek przestaje nawet próbować zrobić coś dla własnego rozwoju. Dla tak zwanego "świętego spokoju" rezygnuje z siebie i swoich marzeń. Staje się tylko bezwolnym robotem spełniającym oczekiwania innych i niewierzącym w możliwość odmiany swojego losu. Ci inni natomiast tylko utwierdzają taką osobę w jej bierności mówiąc, że tak będzie dla niej najlepiej, "bo przecież i tak nic lepszego jej nie spotka" i "powinna się cieszyć z tego, co ma".


Tak stało się w przypadku wspomnianej wcześniej kobiety. W pewnym momencie już nawet nie starała się kreować swojego życia. Uwierzyła, że nie ma do tego prawa, a pragnąc czegoś więcej dla siebie byłaby egoistką pozbawioną uczuć. Mówi, że nie jest szczęśliwa, ale z drugiej strony nie robi nic, aby to zmienić. Co więcej, każda myśl o najmniejszej nawet zmianie od razu wywołuje w niej silny lęk, a wyobraźnia natychmiast podsuwa szereg powodów dlaczego nie warto do niczego dążyć. Musiałaby przecież zaangażować innych w swoje sprawy, poprosić czasem o pomoc. Taka perspektywa wzbudza w niej poczucie winy, że w ogóle odważyła się pomyśleć o sobie przez chwilę. Nie chce przecież stwarzać dodatkowych problemów rodzinie - i tak mają z nią same kłopoty z powodu niepełnosprawności. W ten sposób mijają kolejne dni i lata, a ona pogrąża się w coraz większym marazmie i izolacji. Już od dawna nie chce jej się chcieć.


"Chcieć", to czasem znaczy "móc" - czyli daj sobie szansę.


Każdy z nas jest wyjątkowy - jedyny w swoim rodzaju. Każdy ma inne cechy i możliwości. Jednak jest coś, co nas łączy - wszyscy pragniemy być szczęśliwi i wieść satysfakcjonujące życie. Jest jeszcze coś - wszyscy mamy prawo do tego dążyć. Jeśli każdy z osobna w to uwierzy, wówczas łatwiej będzie nam kreować rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Z pewnością też łatwiej przyjdzie nam dać takie prawo tym, którzy żyją obok nas. Nigdy nie jest tak, że nic nie możemy zrobić, aby realizować swoje pragnienia. Tę samą rzecz można robić na wiele różnych sposobów. Nawet jeśli coś z pozoru jest dla nas niedostępne, nie zawsze oznacza, że nie możemy znaleźć żadnej drogi do spełnienia swojego marzenia - przynajmniej w pewnym zakresie. Dlatego warto próbować. Każda próba to szansa, że się uda. Jeśli sami będziemy ją sobie odbierać, nie wierząc w możliwość samodzielnego kreowania własnego życia, jak możemy oczekiwać, że uwierzy w nią ktoś inny?


Oprac. Emilia Malinowska


Copyright © 2008 by GVA


Projekt, w ramach którego powstaje portal Dom Otwarty: Przestrzeń Interakcji współfinansowany jest ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu - Fundusz Inicjatyw Obywatelskich